In Progress

Witam,

Chciałbym zrobić kolorowanke.
Dwukolorowy obrazek ( czarne kontury i białe pola )
po kliknieciu na biały pixel całość tego pola przybiera jakiś tam kolor
Nie mam pojęcia jak się za to zabrać.

Byłbym wdzieczny za jakieś wskazówki

Marcin

On 2006-11-30 15:29:42 +0100, Michał <mw@gazeta.plsaid:


Witam,
   Poszukuje dwóch rzeczy, oby dwie zrobione musza byc we flashu. Jedna z
nich sa puzzle - ktore beda umowzliwialy w latwy sposob dodanie swojego
obrazka, a drugim jest kolorowanka (kontury obrazka, paleta kolorow,
jakies narzedzia do malowania) dla malych dzieci...
   Czy spotkal sie ktos z podobnymi skrypcikami? Mozecie mnie jakos
nakierowac czy wogole mozna spotkac cos takiego?


Kiedyś klient zamówił u mnie kolorowankę dla dzieci. Napiszę jedno:
wcale nie był to "skrypcik". To, co znalazłem w sieci guglając za
"flash colorbook" było dość prymitywne. Nic darmowego i prostego się
nie trafiło.

camel[OT]

leigh4 napisała:

> Ojej! Wiem, że to nie na temat, ale przyznam, że wpadłam w osłupienie na wieść
> o "czasie najwyższym" na naukę czytania i liczenia:-))

No, bo to przecież teraz bardzo "trendi" jest, aby już niemowlęta uczyć czytać ;-)))

A teraz do meritum: z "Naucz mnie mamo" moją dwulatkę interesuje wyłącznie
naklejanie naklejek, niekoniecznie w miejscach do tego przeznaczonych :). Mimo,
że zna wszystkie litery i cyfry (głównie za sprawą magnesów z Danonków i
przycisków w windzie), nie interesowały ją te gazetki. Szczerze mówiąc, dla
mojego 3-latka również są na 5-10 minut czytania, po czym idą w kąt.

"Pociąg z literkami" polecam.

Ale w wieku 2,5 roku - jeśli chodzi o litery - najbardziej sprawdzają się
samodzielnie rysowane (ew. drukowane) obrazki z podpisami, kolorowanki z
literami (można znaleźć w internecie) - tak się bawiłam z Szymkiem, jak miał 2
lata (oczywiście, jakby sam nie chciał, to bym sobie odpuściła i
poprzestalibyśmy na zwykłym czytaniu książek).

obejrzałam teraz filmik- te karty pracy to z Bogdanowicz, o której pisałam wyżej. Autorka opisuje ja tak:

"Zajęcia te noszą nazwę: "ćwiczenia grafomotoryczne" czyli zajęcia graficzne, polegające na rysowaniu, które usprawnia czynności ruchowe rąk i rozwija współdziałanie oka i ręki, ponieważ odbywa się pod kontrolą wzroku."

Bardzo pożyteczne w rozwijaniu pisania są też ćwiczenia typu: połącz kropki, dyktanda graficzne (narysuj jedną kreskę w dół, teraz dwie w lewo... itd)

Dopiero w następnym etapie stosuje sie ćwiczenia kaligraficzne z literami:
www.harmonia.gda.pl/index.php?s=karta&id=79
czyli: "ZESZYT DO KALIGRAFII DLA SZEŚCIOLATKÓW"

No i koniec z durnym kolorowaniem obrazków- jeśli dziecko ma ładnie pisać, niech rysuje swoje własne kontury na obrazkach, a nie macha kredką, żeby wypełnić kolorowankę.





Anons z prasy:
"Przepraszam za zmyłkę. Bardzo przepraszam kierowcę tira, który 23 grudnia pytał na przystanku w Toruniu o dojazd do Elany. Przepraszam, że go źle skierowałam. Staruszka"

Księgarnia z tradycjami
Pewna księgarnia w moim mieście istnieje od 1929 roku. Reklamuje się jako
najlepsza w mieście, sprzedaje oprócz książek skomplikowane akcesoria
malarskie i takie tam Watermany/Pelikany.
Byłam tam dzisiaj szukając książeczki na prezent mikołajkowy dla Młodej (2
lata). Stanęłam oko w oko z lekturami dla podstawówkowiczów, kilkoma twardymi
książeczkami (fakt, że dobrych autorów i z sensownymi obrazkami) i kartonem
kolorowanek. Na moje pytanie, czy nie ma czegoś więcej dla dzieci
odpowiedziano mi, że ... książki dla dzieci nie schodzą - poza twardymi i
tomiszczami baśni.

W małej księgarence, prawie niewidocznej między wielkimi reklamami innych
sklepów trafiłam na "Wiersze dla mojej córeczki / Wiersze dla mojego synka"
Wawiłow i Usenko. Za 22 zł. Twarda oprawa. Cudo-miodzio po prostu.
Ot, księgarnia, założona niedawno (10 lat temu) przez ludzi, którzy zawsze,
jak się do nich wpada, właśnie odkładają jakiś tomik, bo przerwało im się
lekturę ;)

Ot, odkrycie :)

jaka stawka za korki?
za 60 min ang ile brać za korki??? ja biorę 30 zł. mało?np ostatnio uczyłam
dziecko. Nie miałam z czego robić lekcji więc poszłam do księgarni i kupiłam
książkę za kilkadziesiąt złotych i płyty z piosenkami do książki bo bym nic nie
zdziałała bez tych piosenek i rymowanek. W książce same obrazki. Do tego
kolorowanka i naklejki, dojazd przez pól miasta, plus bilety. Książka mi się
zwróciła za dwie lekcje.

wykorzystałysmy kartony z opakowania prześcieradła (prześcieradło było nawinięte
na ten karton). jeden z kartonów miał szerokość stołu kuchennego. Asia malowała
zieloną farbą plakatówką dół, ja- górę kwiatkową, wyszła piękna łąka. Ewcia na
skromniejszym wielkością kartoniku namalowała esyfloresy i ślimaki, które miały
byc kółkami. wszystko bardzo barwne. całość złożyłyśmy, w wielką kopertę
wpakowałyśmy i na drugi koniec kraju pocztą wysłałyśmy.
do tej kopertki dołączyłyśmy tez: kilka obrazków z wodną malowanką, obrazek z
kolorowanki, obrazek z zimą - malunek powstał na czarnym papierze pastą do
zębów, a także zdjęcie dziewczynek.
z wielkim żalem dzieci zaklejały kopertę, gdyż chciały jeeeeeeeeszcze więcej
napakować do niej.
nad podarunkami dla miejscowej babci musimy wspólnie zastanowić się, jak znam
życie, prezent zrobimy tuż przed podaniem. może herbatniki pięknie przyozdobione
pisakami tortowymi?
jeszcze pomyślimy...

Witam cię serdecznie!
Nie wiem z jakiego miasta jesteś, ale jeżeli z W-wy lub okolic, lub w ogóle z
jakiegoś dużego miasta to jak pódziesz do księgarni katolickiej to znajdziesz
masę literatury dla przedszkolaków :)))
Jest np. ciekawa seria Bruno Ferrero, która zawiera mnóstwo opowiadań dla
dzieci w różnym wieku. Ja np. korzystałam w przedszkolu z "32 opowiadania dla
przedszkolaków". To sa takie pozycje, które najpierw powinien przeczytać
dorosły w całości, a potem stosownie do problemu, który sie pojawił wybierac
jedno czy dwa i czyatc dziecku i rozmawiać z nim. Tam jest bardzo duzo treści w
ogóle wychowawczych, nie tylko religijnych.
Poza tym są gry, układanki puzzle, kasety, kolorowanki, obrazki itp - wszystko
z myslą o najmłodszych.
Nie polecam takich księgarenek przykościelnych, bo sa słabo zaopatrzone, ale
np. W-wie na Starym Mieście masz co najmniej 4 zaopatrzone rewelacyjnie.
Najbardziej polecam tę koło katedry, trzeba wejść w taką uliczkę po prawej
stronie i zaraz w głębi po prawej jest księgarnia (ojej a jak nie jesteś z w-
wy...?)

Dla podrośniętych dzieciaków 6- 12 lat polecam "opowieści z Narni" C. Lewisa.

Maja dostała fajną kolorowankę. Znalazłam ją też w Merlinie
merlin.pl/Pierwsze-rysunki-1_Piotr-Kozera/browse/product/1,687164.html
Proste rysunki obrysowane lakierem z brokatem - bardzo dobrze
wyczuwalne. Jest kilka części tych książeczek. My mamy jedną, w
której są tylko te rysunki z zaznaconymi liniami i drugą, ww której
są również obrazki bez podkreślonych konturów - dla rodzeństwa:).
polecam.

kolorowanki do odrysowania
Drogie koleżanki! Widziałam kiedyś taką grubą książkę, miała ze 140
stron na każdej jakiś rysunek od dinozaurów do księżniczek,
zwierzątek itd. Rysunki były narysowane grubą linią,super się je
odkalkowywało.Szukam teraz na stronach internetowych takiej ksiązki
aby dzieciom kalkować obrazki ale niestety nie mogę znależć.Gdyby
któraś z was gdzies takie cos widziala prosze o informacje.

Pięcioletnie dziecko doskonale uczy się jeszcze bez podręczników.
Powinieneś dużo do córki mówić po polsku. Starać się by język ten
stał się waszym językiem codziennym. Zabawa, proste polecenia,
zakupy po polsku powinny przynieść rezultaty. Jeśli koniecznie
chcesz pracować z książką, możesz wykorzystać wszystko co ma dużo
obrazków. Pokazywanie, nazywanie obrazków, opowiadanie znanych
dziecku bajek - to na początek. Nawet zwykłe malowanki, kolorowanki
mogą być nauką kolorów a jednocześnie nazw przedmiotów znajdujących
się na obrazku. Wspólne budowanie z klocków np. daj mi teraz ten
duży, mały, czerwony, zielony... klocek itp. Na początek bardzo
przydatne są piosenki i wierszyki. No i ważne, żeby dziecko wtedy
dobrze się z tobą bawiło, tak zapobiegniesz protestom typu: tato,
mów do mnie normalnie (czyli po francusku). I pamietaj zaczynaj od
słownictwa z bliskiego otoczenia, a więc nazwy sprzętów domowych,
ubrań, zabawek, zwirząt itp.

Witam Panią. Tak sobie myślę ,że to nie Pani zadanie uczyć córeczkę
pisać...Warto bawić się z nią w różnego rodzaju zabawy przygotowujące do nauki
pisania:lepienie z masy solnej, ciastoliny , gliny -te zabawy pozwalają
zmniejszyć napięcie mięśniowe w obrębie dłoni i łatwiej potem dziecku utrzymać
ołówek i długopis. Podobnie malowanie - najlepiej zacząć od dużych powierzchni,
i dzieci lubią malować palcami, można też wykorzystać gruby pędzel - do golenia
a potem zwykłe grube do farb plakatowych.
Coraz bliżej pisania są różnego rodzaju kolorowanki i wreszcie książki z wzorami
do rysowania jednym pociągnięciem - M.Bogdanowicz "Przygotowanie do nauki
pisania - ćwiczenia grafomotoryczne wg Tymichowej" i świetna ksiązeczka, którą
dzieci bardzo lubią czyli "Wzory i obrazki" M.Frostig, Horne - ćwiczące
percepcję wzrokową I GAFOMOTORYKę - czyli również przygotowujące do precyzyjnych
ruchów jakich wymaga pisanie. Kartki z wzorami można włozyć w "koszulkę" i
ćwiczyć rysowanie wg wzoru flamastrem po koszulce - potem można zmyć , zetrzeć
flamaster.
A literek nauczy się w zerówce...Pozdrawiam.



Ja bym radziła dużo chusteczek wilgotnych do przecierania łapek, z czystością w
pociągu różnie bywa. Wodę w sprayu, dla ochłody. Uważać z toaletami, bo to już
najgorsze, co w pociągach może być (i wina tu lezy bardziej po stronie pasażerów
niż obsługi!)
Jedzonko jakieś typu biszkopciki, żeby nie brudziło rączek i otoczenia. Dużo picia.
Z zabawek: kolorowanki, naklejanki, książeczki z obrazkami, coś z ruchomymi
elementami... Na pewno nie zabawka rozkładana, z małymi elementami. I
zdecydowanie nie coś dźwiękowego, żeby nie wykończyć współpasażerów.
Naszym dzieciom podczas podróży pociągiem czytujemy "Pana Kuleczkę" opowiadanie
o podróży pociągiem. Sprawdza się na medal!
Poza tym warto być na dworcu trochę wcześniej, zeby sobie pozwiedzać, pooglądać
pociągi, lokomotywy, pogadać z panem konduktorem (jak taki gość każe być
grzecznym, to się jest grzecznym, bo co mundur, to mundur, doskonale robi na
autorytet). W samym pociągu warto zrobic wycieczkę właśnie do Warsa, coś zjeść,
a przede wszystkim pooglądać.
Ja zawsze jeździłam za dnia, ale moje dzieci bywają w pociągu raczej grzeczne,
wyglądają przez okno, trochę śpią... W sumie wcale nie musi być źle! Dużo zależy
też od nieprzewidywalnego, tzn od współpasażerów, jak będą znosić malucha.
Szczęśliwej podróży!